03 marca 2017

Architekt krajobrazu czy ogrodnik - kto jest lepszym projektantem?

Trafiłam ostatnio na szereg artykułów pisanych przez niezadowolonych architektów krajobrazu, w których rozpaczali nad stanem świadomości Polaków, jeśli chodzi o rozróżnienie zawodu ogrodnika od architekta właśnie. Otóż architekt był porównywany do: malarza artysty, projektanta domów, lekarza; a ogrodnik odpowiednio do: rzemieślnika, murarza i pielęgniarki.

Usilnie podkreślano, że jedynie osoba po studiach z architektury krajobrazu jest w stanie mieć wizję i pomysł na oryginalne, zaskakujące ukształtowanie przestrzeni. Ubolewanie nad wyglądem polskich ogrodów miało jeden wydźwięk – są brzydkie i powtarzalne, bo nie wymyślił ich architekt krajobrazu.

Ponieważ lektura tych wywodów przeciągnęła się do późnych godzin nocnych – położyłam się spać przygnębiona i zła, że moim wykształceniem kierunkowym nie jest architektura krajobrazu właśnie. Ileż ja przez to straciłam wizji i natchnień? Jak w ogóle śmiem doradzać ludziom, pisać o projektowaniu i zakładaniu ogrodów bez tak „tajemnej” wiedzy? Całą noc męczyły mnie koszmary…

Na szczęście rano przyszło opamiętanie. A czegóż to niby ogrodnik – osoba znająca się na roślinach, ich uprawie i wymaganiach, kochająca je, sumienna, systematyczna i pracowita została tak niedoceniona? Jak można pisać z taką pogardą o ludziach, którzy znają się na tym co robią? Przecież ogród przydomowy tworzą głównie rośliny i to na nich trzeba się znać.

Tymczasem, z artykułów przeze mnie przeczytanych wynika, że dobór roślin jest mało istotny, że najważniejsza jest architektura: murki, altanki, ścieżki itp. Zgodzę się z tym twierdzeniem, o ile mówimy o ogrodach nowoczesnych, gdzie forma i stałe elementy architektoniczne wiodą prym, a nasadzenia roślinne ograniczają się do kilku powtarzających się gatunków. Tu nie trzeba wiedzy ogrodniczej. Podobnie – przy założeniach miejskich, parkach, gdzie ciągle korzysta się z tych samych, wszystko znoszących roślin.

Zawód architekta krajobrazu powołany jest do kształtowania przestrzeni publicznej.

Właśnie tam architekci czują się jak ryba w wodzie, urzeczywistniając swoje najbardziej dizajnerskie wizje. Nie mogąc tego robić są sfrustrowani. Myśleli, że będą kreować wielkoformatową rzeczywistość, a upadli tak nisko, że aby zarobić na chleb – muszą projektować ogródki przydomowe. Mało tego – muszą użerać się z prywatnymi inwestorami, osobami które nie dość, że się nie znają, to jeszcze nie zgadzają się w pełni z jedyną, słuszną wizją architekta i chcą wnosić poprawki do projektu. To tak jakby mówić malarzowi jak ma malować, a lekarzowi – jak ma leczyć. Dla artysty jest to niepojęte!

Architekt krajobrazu jest zaangażowany w projektowanie ogrodu a nie w praktyczne aspekty ogrodnictwa.

Moim zdaniem w ogrodach przydomowych taki układ się nie sprawdza, bo chodzi w nich przede wszystkim o rośliny. To one nadają wygląd i kształtują krajobraz. Jeśli ktoś mówi, że nie musi się znać na roślinach (zgrozo!) – bo jest architektem, to niech kształtuje inne krajobrazy – nie Twój ogródek.

Komu w takim razie powierzyć swój ogród: architektowi krajobrazu czy ogrodnikowi?

W zasadzie nie ma to znaczenia. Wykształcenie kierunkowe na pewno pomaga ogarnąć temat, ale nie jest to wiedza niedostępna dla ogółu. Kto zechce zgłębić temat ma nieograniczony dostęp do: książek, podręczników akademickich, stron internetowych, kursów itp.

Najważniejsze aby ogród był wymyślony przez osobę, która jest nie tylko teoretykiem, która ma własny ogród (albo się jakimś opiekuje), która kocha przyrodę i lubi ludzi (żeby można się było z nią dogadać). Znam wiele cudownych ogrodów zaprojektowanych przez ludzi z polotem, wyczuciem estetyki, zgodnie z potrzebami klientów i mających tyle klasy, by nie uważać innych za gorszych od siebie. Takie osoby, z dużym prawdopodobieństwem, zadowolą inwestora.


I szanujmy ogrodników z zamiłowania – to zwykle pogodni i pracowici ludzie, pasjonaci grzebania w ziemi. Mówienie o nich, że to robole to wielki nietakt. 


Na poparcie moich twierdzeń przytoczę słowa Russella Page'a - słynnego projektanta XX w. (z książki Edukacja ogrodnika). Projektował on ogrody na całym świecie i skromnie przedstawiał się po prostu jako ogrodnik.
Page twierdził, że „architektura w ogrodzie powinna być dyskretna” i że „dobrego ogrodu nie stworzy ktoś, kto nie rozwinął w sobie umiejętności rozumienia i kochania roślin”.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz