25 sierpnia 2017

Wakacje na RODOS i zaglądanie ludziom do ogródka. Sprawdź komu podpadnę tym razem


Miałam okazję kilka dni tegorocznych wakacji spędzić pod namiotem, na RODOS. Przygrzewające słoneczko, pachnące kwiaty, owocujące drzewa, śpiewające ptaki i szum morza w oddali... Brzmi ciekawie? To rzeczywiście doświadczenie godne polecenia! Kilka zaobserwowanych zjawisk i zachowań przeniosłabym do codziennego życia. Ale nie wszystkie. Poniżej przeczytasz co mi się spodobało, a co rozczarowało.


Jacy są mieszkańcy RODOS?



Mili, uprzejmi, rozmowni, kochający zwierzęta i rośliny. To właśnie ludzie i to, że stanowią zgraną społeczność, robi wrażenie. Nie słyszałam narzekań i zrzędzenia, za to wszyscy kłaniali się, zagadywali i z zainteresowaniem słuchali co im odpowiadam. Oczywiście ciekawość (lub może bardziej ciekawskość), brała czasem górę nad poprawnym zachowaniem, ale to było nawet zabawne.


Być może znasz taką sytuację: przez pół dnia nie widzisz żywej duszy, aż do momentu gdy przed Twój dom podjedzie dostawczy samochód lub przyjadą jacyś goście. Zaraz zaczynają się pielgrzymki. Sąsiedzi nagle przypominają sobie, że trzeba wyrzucić śmieci, wyprowadzić psa, lub wyjść po zakupy. Oczywiście muszą przecisnąć się obok zaparkowanego samochodu (nawet jeśli miejsca jest tyle, że nawet kot ma problem żeby się zmieścić) i zobaczyć co też sobie kupiłeś.

- "Duży samochód? To pewnie coś dużego. Może jakiś remont się szykuje? Będzie hałas? Lepiej takie rzeczy wiedzieć wcześniej".

- "Goście. Ciekawe jak długo będą siedzieć i czy będą zakłócać ciszę nocną? Będą rozpalać grilla? O nie - oni rozbijają namiot na podwórku! Czyż oni powariowali? To już na pewno się nie wyśpimy przez kilka dni! A... najwyżej rano urządzimy im pobudkę... w końcu trawę trzeba skosić."


Zawsze mnie śmieszą takie sytuacje. Była pusta ulica, a jest tłum ludzi jak w godzinach szczytu.



W mieście takie sytuacje są rzadkie, ludzie raczej się nie znają i nie interesują sobą. Każdy żyje w swoim własnym świecie i czasem nawet nie wie jak wygląda jego sąsiad przez płot (cóż, płoty bywają wysokie).

Na wsi zainteresowanie jest większe, szczególnie wśród starszych ludzi. Młodzież - wiadomo - zza komputera nie zauważy takich zdarzeń (nawet jakby TIR zajechał, albo z limuzyny wysiadła gwiazda filmowa).

A na RODOS - jest to zachowanie powszechne.


Może to przez brak innych atrakcji?



Sam pomyśl - leżysz spokojnie w hamaczku, czas powoli płynie, sączysz drinka z palemką, jesteś bliski osiągnięcia stanu nirwany, a tu nagle zajeżdża wielka kolumbryna, wyrywa Cię z letargu, mąci spokój i błogi stan ducha. No przecież wiadomo, że sprawdzisz co się dzieje. Trochę z ciekawości, a trochę z obawy.

Tak, ludzie na RODOS są bardzo interesujący.


Skąd ludzie z końca ulicy wiedzą, że coś się u Ciebie dzieje?



To proste. Na RODOS jest cicho. Nie słychać hałasów ulicznych (jeżdżących samochodów, wyjących syren, ani przekupek z bazaru). Każdy dźwięk przekraczający 50 dB - kuje w uszach jak szpileczki. Swoją drogą - ta cisza jest niezwykła. Szczególnie nocą, gdy jedynym słyszalnym dźwiękiem jest szum liści. Stwierdzenie - wyciszyć się - nabiera tu nowego znaczenia.


Ponadto widoczności nie ograniczają wysokie ogrodzenia. W zasadzie granice są ażurowe, niskie, albo wręcz umowne. Czy komuś to przeszkadza? Nie sądzę. Tylko nieliczni próbują się zasłonić wysokim żywopłotem. Większość woli się pochwalić tym, co ma u siebie najładniejszego. I to przeniosłabym do naszych realiów.



Przyznaję - zaglądam ludziom do ogródków



To takie "skrzywienie zawodowe", ale też chęć podpatrywania roślin i nowych rozwiązań. I szlag mnie trafia, kiedy coś mi ten widok ogranicza - obojętnie czy jest to betonowy mur, czy gęsty żywopłot, rosnący od frontu. Czy Ciebie też to tak irytuje? Jaki sens ma taka zasłona?

Człowiek szuka wymarzonego projektu domu, wydaje fortunę na jego wybudowanie i wykończenie, pięć razy pojedzie upewnić się, że kostka, którą wybrał na podjazd ma odpowiedni odcień i na koniec to wszystko zakryje i zasłoni, żeby nikt poza nim nie mógł tego podziwiać. Gdzie sens, gdzie logika? Gdzie zdrowy rozsądek i poczucie estetyki? Ponadto, gdy ktoś się zasłania od frontu, to podświadomie czuję, że musi mieć straszny bałagan na podwórku, albo przynajmniej, że się czegoś wstydzi (no bo po co się zakrywa?). Oczywiście, bywają uzasadnione sytuacje zastosowania szczelnej zasłony (od wiatru, kurzu), ale można zaplanować je z większym polotem, niż zielona, wielka ściana, czy wiklinowa mata.



Moje zdanie jest takie:


na intymność i bieganie na golasa - miejsce jest za domem (tam się można szczelnie zasłonić, a nawet zrobić kolczaste zasieki), a od frontu - jest strefa publiczna. Mało tego - ważniejsze jest, aby strefa wejściowa była dopasowana do innych w okolicy i by wszystkie przedogródki stanowiły spójną całość, niż żeby ogród jako całość miał jeden styl.



To egoistyczne - wiem - ale idąc (lub jadąc) ulicą, nie chcę przeżywać szoku: w jednym ogródku styl japoński, w drugim wiejski, w trzecim modernizm, a w kolejnym tujowe disco - polo. Niestety, na zaburzoną estetykę w krajobrazie, mam alergię. Objawia się ona tym, że prycham, odwracam głowę i zmykam czym prędzej. Dotyczy to nie tylko ogrodów, ale i nieadekwatności budownictwa, np. nowoczesny dom na wsi. I nie mam tu na myśli wsi, która jest "sypialnią" miast, tylko prawdziwej wsi z kurami i świnkami (czy jeszcze takie są?).



Odbiegłam już za daleko od RODOS, a tu przecież jest zupełnie odwrotnie - ogród widać jak na dłoni. Polecam - jako miejsce szukania inspiracji na niewysokie żywopłoty.




Dlaczego czas na RODOS płynie wolniej?



Myślę, że cały sekret zwolnionego tempa tkwi w celebrowaniu zwykłych czynności. Budzisz się - kiedy się wyśpisz. Śniadanie jesz na tarasie, bez pośpiechu. Nigdzie nie pędzisz. Twój jedyny cel - to odpoczynek. Także brak elektronicznych rozpraszaczy i ciągły kontakt z naturą potęguje wrażenie, że czas płynie wolniej. Na RODOS nie dzieje się zbyt wiele. Dzień jest podobny do dnia.


Nie będę Cię wkręcać. Nie wszystkim uda się zwolnić.


Wyobrażam sobie, że można tego w pełni doświadczyć, nie zabierając na wakacje rodziny. Bo, nie oszukujmy się, kto jest w stanie ponudzić się choć przez chwilę, kiedy wkoło biegają pociechy mające sto pomysłów na minutę, a piłka co raz ląduje w Twoim hamaku zamiast trafić do bramki? Ale wakacje bez rodziny? To nie dla mnie!

Nie pamiętam kiedy ostatnio się nudziłam. Może nie powinnam tego przypisywać innym, bo sama wymyślam ciągle nowe wyzwania. Nuda zdecydowanie mi nie zagraża.


A wracając do RODOS - to raj dla emerytów. I to oni są trzonem tutejszej społeczności.



Czy coś Ci się nie zgadza w tej opowieści?



Mam nadzieję, że wiesz już na jakim RODOS wypoczywałam? Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką - bo o nich mowa - poznałam w tym roku dogłębnie.



Czy warto zaufać działkowcom?

Często na forach i w grupach internetowych widzę udzielających się i komentujących działkowców. Często występują oni w roli ekspertów od upraw wszelakich, ekologicznych specyfików, chorób i szkodników roślin oraz speców od aranżacji. Można ich poznać po tym, że wszystko wiedzą najlepiej. Tak - uogólniam i "pakuję wszystkich do jednego worka". Nie chcę tu nikogo obrażać, tylko pokazać specyfikę grupy jako całości.

Cechy tej grupy wynikają z tego, że są to mieszkańcy blokowisk, spragnieni kawałka podwórka. Stąd nasuwa się stwierdzenie, że są to miłośnicy natury, roślin i grillowania.


Mieszkańców można umownie podzielić na: młodszych i starszych 




Skąd taki podział? Z moich obserwacji wynika, że wiek jest istotny dla sposobu użytkowania działki.

Młodsi mają ogródek głównie ze względu na dzieci - żeby miały się gdzie wybiegać. Nie bez znaczenia jest możliwość prowadzenia życia towarzyskiego na świeżym powietrzu (fajnie zaprosić znajomych na grilla, na działkę). Taki ogródek charakteryzuje się małą ilością roślin i dużą przestrzenią trawnika. Można powiedzieć, że to minimalizm, wynikający trochę z braku czasu, a trochę z przekonania, że ogród ma służyć do wypoczynku, a nie do pracy w nim.


Starsi mają inne podejście. Dla większości - praca w ogrodzie to hobby, sposób spędzania każdej wolnej chwili. Dlatego w ich ogródkach jest mnóstwo roślin. Dbają o nie, podlewają, pielęgnują najlepiej jak umieją. Zwykle mają świetne efekty. Jest to logiczne, bo wkładając tyle serca i pracy, że ten plon im się po prostu należy.



Ale... nie jest tak kolorowo



Chociaż są to miłośnicy roślin (podobnie jak ja), to ciężko mi się z nimi dogadać. Owszem, mają wieloletnie doświadczenie i nie śmiem tego kwestionować. Ale układ przestrzenny ich ogródków pozostawia wiele do życzenia. O ile kompozycje i zestawienia roślin są w porządku, to ich rozmieszczenie, kształty rabatek, sadzenie roślin w trawniku - są takie sobie. Generalnie - panuje "nieład artystyczny".



Co mnie niepokoi w podejściu działkowców?



Każdy ma prawo mieć swój własny styl, swoje zdanie, poczucie estetyki i gust. Zawsze doceniam ilość włożonej pracy, choćby efekt niespecjalnie mnie zachwycał. Ale gdy taki działkowiec próbuje doradzać dla właściciela ogrodu przydomowego w kwestii kompozycji - to krew się we mnie burzy. Każdy powinien być doradcą w swojej dziedzinie, czyli działkowiec niech doradza innym działkowcom. A od ogrodu przydomowego niech się trzyma z daleka (chyba, że ma także z nim doświadczenie).

Dlaczego to ważne?

Dobór roślin - to końcowy etap w planowaniu ogrodu przydomowego



Tego właśnie działkowcy nie mogą zrozumieć (ze względu na inne potrzeby) i dlatego mogą być złymi doradcami.

Najpierw trzeba funkcjonalnie zaaranżować przestrzeń.

Na RODOS - jest to proste. Teren dzieli się między strefę wypoczynkową, gospodarczą i użytkową. Wszystko jest w mikroskali i się przenika.


Różnice 


Na RODOS:

  • Nie ma podjazdu na samochód, śmietnika, więc problem estetycznego zagospodarowania przedogródka nie istnieje. 

  • Zwykle ogród ogląda się tylko z jednego miejsca, np. z tarasu, więc nie trzeba się zastanawiać jakie kompozycje będą widoczne z każdego okna w domu.

  • Element sezonowości. Ogródki działkowe są wykorzystywane od wiosny do jesieni, więc nikt nie zabiega o to, żeby były atrakcyjne zimą.

  • Spontaniczność w zakupach roślin powoduje ciągłą konieczność szukania miejsca dla nowych okazów, przesadzania i zmian. Nie postrzegam tego jako zalety i oznaki kreatywności, tylko jako brak planu i silnej woli. I o ile w ogródku działkowym taka spontaniczność nie będzie miała wielkich konsekwencji (bo dotyczy bylin i roślin jednorocznych), to w zieleni przydomowej, gdzie przeważają krzewy, ciągłe przesadzanie nie sprawdza się. Krzewy i drzewa potrzebują lat, żeby urosnąć. Jest to trudne, gdy się im ciągle podcina korzenie. 

  • Iglaki są rzadkością, bo zajmują za dużo miejsca.


Podsumowując: działkowcy to miłośnicy roślin i mają kompetencje w ich uprawie (szczególnie warzyw i owoców). Nie znają jednak realiów mieszkańców domów jednorodzinnych więc powinni brać pod uwagę komu i co doradzają.


Zaczęłam od wakacji, skończyłam na przestrodze przed radami działkowców. Mam nadzieję, że nikt nie czuje się urażony, bo nie to było moim celem. Po prostu czytam dużo, niekoniecznie dobrych rad, dotyczących aranżacji przestrzeni, na różnych forach i grupach. Są one formułowane przez różne doświadczone w ogrodnictwie osoby, które jednak obracają się w trochę innych realiach, niż właściciele domu z ogrodem. Dlatego, pomimo dobrych chęci, mogą nie wziąć pod uwagę wielu istotnych czynników.

Z drugiej strony, osoby zakładające ogród i działające bez planu - zupełnie nie wiedzą jak zadać pytanie, by uzyskać właściwą odpowiedź. Ale to już zostawię na inny wywód.
Żeby jednak nie pozostawić takich osób bez żadnej wskazówki - polecam ten PDF, dla zupełnie zielonych, który pomoże samodzielnie zacząć myśleć o ogrodzie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz